Znak nowych czasów
Wielu fanów dobrego kina z początku lat 90-tych na pewno pamięta tą scenę z kultowych "Psów" Pasikowskiego. Młody funkcjonariusz Służby Bezpieczeństwa zgłasza się do swojego przełożonego, oczekując na rozkazy. Obecni przy tym oficerowie z długim stażem złośliwe komentują ten fakt, wskazując że młodzieniec wybrał mało perspektywiczną ścieżkę kariery. "Założyłbyś jakiś sklep z bronią", "albo sexshop"- komentują. W ten oto sposób sklep z gadżetami i filmami dla pobudzenia seksualnego stał się jednym z symboli postępu oraz wolności gospodarczej i nawet demokracji. Jakkolwiek śmiesznie czy nawet obrazoburczo by to nie brzmiało trudno, po głębszym zastanowieniu się nad tematem, nie przyznać temu trochę racji. Wolność gospodarcza jak każda inna swoboda nadana człowiekowi i obywatelowi powinno mieć mierzona poprzez odniesienie się do jej granic. Jeśli jest tak, że mówimy ludziom, iż mogą w danej sferze robić co chcą i jak chcą, a równocześnie narzucany grupy katalog wyjątków, w który znajduje się np. taki sexshop oznacza to, że wolność ta jest po prostu reglamentowana. A taka wolność przestaje być wartością i staje się de facto zaprzeczeniem samym w sobie. Nie oznacza to oczywiście nie powinno być ograniczeń i pewnych wyjątków od reguły, które wynikają z zasad współżycia społecznego czy pewnej publicznej obyczajowości. Wydaje się całkiem normalne, że np. odpowiednie urzędy miejskie nie zgodzą się żeby taki sklep stanął w sąsiedztwie szkoły podstawowej. Niemniej jednak ustawiając granice wolności należy postępować bardzo ostrożnie. Im bardziej miejsce takie jak sexshop nam się nie podoba, tym bardziej powinniśmy uważać to za ważny punkt odniesienia wolności gospodarczej. Bo właśnie przez akceptację tego co nam się osobiście nie podoba dajemy świadectwo braku hipokryzji.